Microsoft znów robi porządki, czyli piętnaście pogrzebów i jedna subskrypcja
Moi drodzy, jest lipiec, czyli w kalendarzu Microsoftu sezon żniw. Serwis Windows Latest opublikował właśnie listę piętnastu produktów, którym gigant z Redmond wyłącza w 2026 roku aparaturę podtrzymującą życie — a w zasadzie ponad pięćdziesięciu, jeśli policzyć każdego Worda i Excela osobno, ale piętnaście lepiej wygląda w tytule. Wujek przeczytał całość i ma dla was relację z tej zbiorowej stypy.
„Lifetime” — najkrótsze słowo w słowniku
Zacznijmy od perły. Office 2021, sprzedawany jako licencja wieczysta — kupujesz raz, masz na zawsze — kończy wsparcie w październiku. Po pięciu latach. Autor artykułu sam przyznaje rozbrajająco, że kupując komputer z „dożywotnim” Office’em nie wiedział, iż dożywocie oznacza pięć lat. No cóż, drogi redaktorze, witamy w klubie. W tym klubie „unlimited” znaczy „do 50 GB”, „forever” znaczy „do najbliższej zmiany regulaminu”, a „lifetime” liczy się najwyraźniej w latach psa.
Najpiękniejsze jest to, że Office 2016 dostał wsparcie na dziesięć lat. Office 2021 — na pięć. Widzicie trend? Wujek widzi. Ekstrapolując, Office 2030 będzie wspierany do końca prezentacji, na której go ogłoszą. A rozwiązanie problemu Microsoft podaje uprzejmie sam: subskrypcja Microsoft 365. Bo cała ta lista, moi drodzy, to tak naprawdę jeden wielki drogowskaz, a na drogowskazie napisano „abonament”. Każdy akapit kończy się tak samo: umarł produkt, który kupiłeś — niech żyje produkt, który wynajmiesz.
Requiem dla Publishera
Chwila ciszy dla Microsoft Publishera, który nie tyle traci wsparcie, co odchodzi całkiem. Program, o którym większość świata myślała, że umarł dekadę temu, okazuje się mieć wierną gwardię — parafie, kółka gospodyń i małe firmy klepiące w nim biuletyny od czasów, gdy modem jeszcze śpiewał. Microsoft na pocieszenie sugeruje im, żeby robili skład w Wordzie albo PowerPoincie. To mniej więcej tak, jakby zamknąć jedyny warsztat w miasteczku i poradzić klientom, żeby naprawiali auto młotkiem albo suszarką. Da się? Teoretycznie. Czy ktokolwiek, kto to doradza, kiedykolwiek próbował? Pytanie retoryczne.
ESU, czyli płatna kroplówka
Osobny rozdział to program Extended Security Updates. Genialny model biznesowy: najpierw produkt umiera, a potem można płacić za to, żeby umierał wolniej. Rok pierwszy, rok drugi, rok trzeci — jak w szpitalu, tylko cennik rośnie z każdym rokiem, a kroplówka obejmuje wyłącznie „poprawki krytyczne”. Reszta błędów zostaje z tobą na pamiątkę. Exchange dostał nawet kroplówkę dzieloną na dwa okresy, „żeby złagodzić cios” — bo nic tak nie łagodzi ciosu jak rozłożenie go na raty.
A Windows Server 2012? Ten to dopiero twardziel. Czternaście lat na karku, trzy lata płatnej reanimacji, i wciąż kręci kontrolery domen w piwnicach firm, które „migrację zaplanują w przyszłym kwartale” nieprzerwanie od 2019 roku. W październiku kroplówka zostaje wyjęta z kontaktu. Chyba że przeniesiesz serwer do Azure — wtedy, o dziwo, łatki nagle są za darmo. Przypadek? Wujek nie wierzy w przypadki, Wujek wierzy w dział sprzedaży chmury.
Aktualizacja przymusowa, radość obowiązkowa
Jest też Windows 11 24H2, system domyślnie instalowany na każdym nowym komputerze od 2024 roku, który gaśnie już w październiku 2026. Ale spokojnie — Microsoft już dba, żebyście się nie martwili, po prostu instalując wam 25H2 na siłę. Piękne czasy: kiedyś się człowiek zastanawiał, czy zaktualizować system. Teraz system zastanawia się, czy zaktualizować człowieka. „Zajmuje to minuty i jeden restart” — zapewniają. Wujek pracuje z komputerami wystarczająco długo, by wiedzieć, że zdanie „to zajmie minuty i jeden restart” należy do tej samej rodziny co „to na pewno się nie zepsuje” i „zaraz wracam”.
Rada Wujka
Żarty żartami, ale jedno w tym artykule jest szczerozłote: sprawdźcie, na czym jedziecie. Wciśnijcie Win+R, wpiszcie winver, i skonfrontujcie wynik z kalendarzem. Bo o ile notatnik bez łatek nikogo nie zabije, o tyle baza danych z 2016 roku wystawiona na świat to już nie jest problem informatyczny, tylko odliczanie.
I rada Wujka na dziś, do zapamiętania przy każdej przyszłej promocji: kiedy sprzedawca mówi „kupujesz raz, na zawsze”, zapytajcie grzecznie, ile dokładnie trwa „zawsze” i czy jest to zapisane w umowie cyframi. Bo w Redmond „zawsze” właśnie skończyło pięć lat i idzie do piachu w październiku. Punktualnie, trzeba przyznać. Jak wszystko, co Microsoft naprawdę potrafi zabić w terminie.



Opublikuj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.